poniedziałek, 27 lutego 2012

Złociste placki ziemniaczane z sosem serowo-pieprzowym

Placki ziemniaczane. Kto ich nie lubi ? :) U nas w domu podawało się je z cukrem, jednak ja najbardziej lubiłam dodatek pikantnego ketchupu. Na naszym fanpage na facebooku pisaliście o takich dodatkach jak śmietana, twarożek, sos grzybowy, czosnkowy czy węgierski (wszystkie lubimy :). Padła jeszcze opcja na słodko z musem jabłkowym, z pewnością pyszna (jak zdobędziemy od mamy słoiczek musu to wypróbujemy). Jednak dziś polecam dodatek sosu serowego i to w wersji ekonomicznej. Obiad naprawdę  tani, a w dodatku prosty w wykonaniu i przepyszny. Składniki dostępne od ręki - zazwyczaj każdy ma w domu zapas ziemniaków, mąki i jajek. Cena składników to 5-6 zł, a najedzą się 2-3 osoby. Sos serowy jest kaloryczną przyjemnością, jednak raz na jakiś czas można sobie na nią pozwolić :) Smacznego!

SKŁADNIKI:
  • 1 kg ziemniaków
  • 1 biała cebula
  • 1 łyżeczka soli
  • świeżo mielony pieprz
  • 2 jajka
  • 5 łyżek mąki pszennej
  • olej rzepakowy do smażenia
sos serowy:
  • 120 ml mleka 2 %
  • 200 g zwykłego serka topionego np. gouda
  • 1 łyżka kwaśnej śmietany 12 %
  • szczypta soli
  • świeżo mielony lub młotkowany pieprz

PRZYGOTOWANIE:

Obrane ziemniaki zetrzeć do dużej miski na tarce ręcznej o grubych oczkach. Dodać pokrojoną w drobną kostkę surową cebulę, wbić dwa żółtka, a białka ubić na sztywną pianę i również dodać do masy, delikatnie mieszając. Doprawić solą i pieprzem. Dodać mąkę, wymieszać dokładnie. Tak przygotowaną masę na placki przełożyć do na sitka (na durszlak), a ten z kolei umieścić na misce - w ten sposób nadmiar soku będzie do niej spływać (grubo starte ziemniaki wolniej puszczają sok).
Olej bardzo dobrze rozgrzać, po czym zmniejszyć na średni poziom (u mnie 6 na 9 poziomów grzania). Nabierać czubatą łyżkę masy, umieścić na patelni, formując owalne placki i smażyć na złocisty kolor z obu stron. Gotowe osączyć na ręcznikach papierowych. Podawać z sosem serowym (przepis poniżej),  posiekaną natką i ogórkiem kiszonym.
sos serowy:
W rondelku zagrzać 120 ml mleka, dodać pokrojony w mniejsze kawałki serek topiony, zmniejszyć ogień na minimum i energicznie wymieszać trzepaczką ręczną, by rozbić wszystkie grudki, dodać kwaśną śmietanę, doprawić do smaku szczyptą soli i dość dużą ilością pieprzu (pieprz kolorowy utłukłam w moździerzu - ok. 1/2 łyżeczki), wymieszać. Podawać na ciepło do placków. Sos jest idealny również frytek, kanapek czy mięs.

* Z powyższych składników powstało 8 placków ziemniaczanych średnicy 10-12 cm. 
* Sos można wzbogacić innymi serami, np zastąpić połowę topionego sera 50 g gorgonzoli lub 50 g kremowego koziego serka.
* Placki następnego dnia można odgrzać w piekarniku, podać z gulaszem czy zapiec z żółtym serem.




czwartek, 23 lutego 2012

Książkowe inspiracje & kanapki

Od wczoraj czytam (i oczywiście oglądam) Ujęcia ze smakiem Helene Dujardin. Trudno mi się z nią rozstać - co zważywszy na brak czasu sprawia, czytam ją w przerwach, przy kawie, w każdej wolnej chwili. To lektura obowiązkowa, coś jak przewodnik po świecie fotografii kulinarnej dla amatorów i średniozaawansowanych. I to nic, że o takim sprzęcie, jakim fotografuje Helene możemy tylko pomarzyć  i jeszcze przez jakiś czas kompaktowy aparat będzie musiał nam wystarczyć, ale przecież w fotografowaniu sprzęt wcale nie jest najważniejszy. Dużo istotniejsze jest światło, kompozycja i stylizacja. I nad tym trzeba będzie popracować... Ale nauka wymaga siły, więc trzeba również postarać się o kolację...


Jeśli zostanie Wam trochę upieczonego lub grillowanego kurczaka od jakiegokolwiek dania (np. tej sałatki) to najlepszym pomysłem na jego spożytkowanie jest kanapka. Na niej kilka listków sałaty i trochę musztardy lub kiwi - dla kontrastu smaków (nota bene całkiem smacznego kontrastu) i kolacja gotowa (i mały bałagan wraz z nią)
(za piękną retro deseczkę ceramiczną do sesji dziękuję Łukaszowi:))

SKŁADNIKI:
  • pieczywo
  • masło
  • upieczona lub zgrillowana pierś z kurczaka
    lub / i wędliny / kiełbaski itp
  • owoc kiwi
  • kilka listków sałaty
  • kapary lub konserwowe ogórki
  • musztarda dijon

PRZYGOTOWANIE:

Oto dwie proste polecane opcje:
chleb + masło + sałata + szynka + musztarda
chleb + masło + sałata + kurczak + kiwi
Robimy kanapki i możemy czytać :)

środa, 22 lutego 2012

Sałatka z grillowanym kurczakiem, warzywami i czerwoną pomarańczą

Dziś proponuję lekką i sycącą sałatkę z grillowanym kurczakiem. Uwielbiam wytrawne połączenia mięsa, ryby czy sera + dodatek owoców. Kilka podobnych możecie już znaleźć na blogu, ale oto kolejna propozycja, bo w środku zimy trochę energetyzujących kolorów na talerzu każdemu się przyda. Słodkie, czerwone pomarańcze to dla mnie hit. Są bardzo soczyste, mimo tego, że tak niepozorne, małe (wielkością przypominają gigantyczne mandarynki), ale mają w sobie megamoc ;) Przy tym daniu użyłam ich soku do marynowania mięsa i do majonezowego sosu (co dało ciekawy efekt smakowy i śliczną różową barwę), oraz bezpośrednio jako składnik sałatki, pokrojone w cząstki. Do tego pyszne grzanki z masłem pietruszkowo-czosnkowym. Efekt ? Zachwyt moich (i nie tylko) kubków smakowych oraz zaspokojenie głodu :)

SKŁADNIKI (na 3 porcje):
kurczak i marynata:
  • 450-500 g filetu z piersi kurczaka
  • sok z 1/2 soczystej czerwonej pomarańczy
  • 3 łyżki oleju rzepakowego
  • 1 łyżeczka miodu
  • świeżo mielony kolorowy pieprz
  • słodka i ostra mielona papryka
  • 1 duży ząbek czosnku
  • 1 łyżeczka igiełek rozmarynu
  • sól (dodana tuż przed grillowaniem/smażeniem !)
oraz:
  • 150 g czerwonej kapusty
  • sól
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1/2 główki małej sałaty lodowej
  • 1 duża marchewka
  • 2 łyżki majonezu
  • sok z 1/2 soczystej czerwonej pomarańczy
  • świeżo mielony pieprz
  • 2 łyżki uprażonych ziaren słonecznika
  • 1 czerwona cebula
  • 1 czerwona papryka
  • 1/2 niedużego zielonego ogórka
  • 3 małe czerwone pomarańcze
  • 1 mała puszka słodkiej kukurydzy
  • 150-200 g słodkich jasnych winogron bezpestkowych
  • oliwa z oliwek
PRZYGOTOWANIE:
Kurczaka opłukać, osuszyć i podzielić na mniejsze fileciki, grubości max 1,5 cm. Kawałki natrzeć papryką słodką, kolorowym pieprzem i odrobiną ostrej, mielonej papryki. Miód wymieszać w filiżance z olejem i sokiem z 1/2 pomarańczy. Umieścić w naczyniu lub zamykanym worku, dodać plasterki czosnku i igiełki rozmarynu (najlepiej świeżego). Wstawić przykryte folią do lodówki na kilka godzin.
Z kapusty usunąć zewnętrzny liść i poszatkować bardzo cienko, posolić, dodać 1-2 szczypty cukru, wymieszać i przydusić inną miską z obciążeniem (np słoik z wodą) na ok. 15 minut by puściła soki i lekko zmiękła. Sałatę poszatkować w cienkie paski, marchewkę zetrzeć na wiórki (użyłam specjalnego nożyka, ale można zetrzeć na tarce o dużych oczkach).
Paprykę pokroić w dużą kostkę i grillować po 5 minut z każdej strony, na mocno rozgrzanej, lekko naoliwionej płycie grilla lub patelni (ewentualnie podpiec 15 min w piekarniku nagrzanym do 190 stopni).
Ziarna słonecznika uprażyłam na suchej, mocno rozgrzanej patelni 2-3 min, potrząsając raz po raz.
Kukurydzę odcedzić z zalewy, cebulę pokroić w cienki krążki, opłukane winogrona przekroić na połówki, ogórka obrać, pokroić wzdłuż, usunąć pestki łyżeczką i pokroić w tzw "nerki". Trzy małe pomarańcze obrać i wyfiletować (wykrajać ostrym nożem cząstki, oddzielając je od błonek).
Sos: majonez wymieszać z sokiem wyciśniętym z 1/2 pomarańczy, doprawić do smaku pieprzem. Sos będzie miał ciekawy, różowy kolor. Wymieszać sos z sałatą, wiórkami marchewki i kapustą czerwoną. Umieścić na talerzach, posypać uprażonym słonecznikiem. Kurczaka posypać solą, grillować z obu stron na mocno rozgrzanej powierzchni grilla elektrycznego lub patelni (niekoniecznie grillowej) do pojawienia się ciemnych pasków. Filety z kurczaka umieścić na talerzach z sałatką (można je od razu pokroić po skosie), wokół wkomponować pokrojone wcześniej warzywa i owoce. Podawać z grzankami z pszennej bagietki z masłem pietruszkowo-czosnkowym. Jako dekoracja na zdjęciu listki rukoli i cząstka cytryny.













wtorek, 21 lutego 2012

Ciastka francuskie po grecku ;)

Podczas przygotowania tej polędwiczki, zostało mi trochę takich składników jak feta i oliwki. Ciasto francuskie ostało się natomiast po pysznym deserze bananowym. Niespodziewana wizyta głodnych gości, sprawiła, że zaczęłam się zastanawiać nad czymś szybkim i ciepłym na poczęstunek - tak powstały ciastka francuskie po grecku (choć to nazwa przekorna:)) - z pomidorami, fetą, cebulką, orzeszkami i oliwą z oliwek. Cała kolacja składała się z kawałka polędwiczki, tych pysznych ciastek oraz sałatki z pomidorów skropionej oliwą. Uśmiech zadowolenia gości i pozytywne słowo były jak najbardziej satysfakcjonującą nagrodą :)


SKŁADNIKI:
  • 2/3 płatu ciasta francuskiego
  • 2 łyżeczki oliwy z oliwek (lub 4 łyżeczki pesto bazyliowego)
  • 4 łyżki pokruszonego sera feta
  • 1 średni pomidor
  • 1 mała czerwona cebulka
  • 20 oliwek (mix czarnych i zielonych)
  • 1 łyżeczka suszonych ziół prowansalskich
  • 2 łyżeczki orzeszków piniowych
  • sól, pieprz
PRZYGOTOWANIE:
Piekarnik rozgrzać do temp. 200 stopni C, na termoobieg. Ciasto podzielić ostrym nożem na kwadraty i posmarować lekko oliwą z oliwek, ponakłuwać kilkakrotnie widelcem i podpiec na blasze wyłożonej papierem do pieczenia przez 5 minut. W tym czasie powinno ładnie podrosnąć. Wyciągnąć, dodać fetę, pokrojoną w kostkę cebulkę, obłożyć plasterkami pomidora, oliwkami. Posypać orzeszkami, solą, pieprzem i ziołami. Zapiekać z dodatkami jeszcze 8-10 minut aż brzegi będą złociste. Podawać z sosem czosnkowym lub greckim, gęstym jogurtem.
* Przy opcji z sosem pesto, rozsmarowując zostawić 1 cm marginesu i piec od razu z dodatkami przez 15-17 minut.




poniedziałek, 20 lutego 2012

Najlepszy sos do spaghetti à la bolognese

Każdy ma swój unikalny przepis na sos do spaghetti - podobnie jak na kotlety, zupę ogórkową czy sałatkę warzywną - niby to samo danie, a jednak zawsze smakuje inaczej. Może właśnie dlatego własny idealny sos à la bolognese często pozostaje pilnie strzeżoną tajemnicą. Czas to zmienić! ;)
Moim sekretem jest świeżo zmielone mięso, dodatek samodzielnie ususzonego oregano z ogrodu mamy, czerwona cebulka i łyżeczka brązowego cukru dodawana do sosu. Gdy nie mam chilli dodaję sos sambal oelek, którego słoiczek zazwyczaj stoi otwarty w lodówce. W sezonie natomiast dobry sos nie obejdzie się bez bardzo dojrzałych, słodkich malinowych pomidorów :) Co jest Waszym sekretem? :)

SKŁADNIKI (na 2 porcje):
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • 1 duża cebula czerwona pokrojona w piórka
  • 250 g świeżo zmielonego mięsa z chudej łopatki wieprzowej
  • 2 duże ząbki czosnku pokrojone w plasterki
  • 1 łyżka suszonego oregano (z własnego ogrodu)
  • 1 łyżeczka ziół prowansalskich
  • 1 liść laurowy
  • 2 łyżki koncentratu pomidorowego
  • 1 puszka całych pomidorów
  • 1 łyżeczka sosu sambal oelek (lub 2 szczypty chili w proszku)
  • 1 łyżeczka brązowego cukru
  • 1 płaska łyżeczka soli morskiej (2 szczypty)
  • świeżo mielony pieprz
oraz:
  • 200 g makaronu spaghetti
  • 1 łyżeczka soli
  • 4 łyżki oliwy z oliwek
  • parmezan, świeżo tarty grana padano lub Bursztyn
  • 1 łyżka posiekanej natki pietruszki

PRZYGOTOWANIE:
Na dużej patelni rozgrzać oliwę i podsmażyć cebulę, przez kilka minut mieszając. Dodać mięso oraz czosnek i podsmażyć do momentu całkowitego ścięcia. Następnie dodać zioła, liść laurowy, koncentrat i pomidory z puszki wraz z sokiem (pomidory rozgniotłam w dłoni). Dusić razem do odparowania połowy płynu. Sos nie może być zbyt gęsty ani też wodnisty. Doprawić solą, pieprzem oraz cukrem.
Makron ugotować w 2 litrach osolonej wody z dodatkiem 2 łyżek oliwy, al dente, wg czasu podanego na opakowaniu. Odcedzić, przelać ciepłą wodą na sicie i ponownie umieścić w garnku, wymieszać z 2 łyżkami oliwy z oliwek. Makaron na talerzu można jeszcze oprószyć pieprzem. Podawać z sosem, posypany parmezanem i natką pietruszki.





niedziela, 19 lutego 2012

Buraczkowe gnocchi z pesto słonecznikowo-dyniowym lub masłem pietruszkowym

Od kilku dni "chodziło za mną" połączenie burak & orzechy. Dzisiaj przedstawiam pomysł nr 1 idealnie realizujący to połączenie, a w najbliższych dniach idea nr 2 - na przystawkę.
Na zmęczenie nie ma lepszego lekarstwa niż talerz pachnącego makaronu, kluseczek lub pierogów - mącznych węglowodanów w czystej postaci. Ich uspokajające (i rozleniwiające) właściwości są nam wszystkim znane ;) Chyba ze względu na bardzo pracowity weekend moim jedynym marzeniem na niedzielny wieczór było zjedzenie czegoś pysznego i sycącego. Bo gdy łącznik zaczyna mi się mylić z myślnikiem, cudzysłów polski z angielskim i nad jedną stroną tekstu dumam dłużej niż godzinę to już znak, że powinnam przez chwilę się zresetować, wyjrzeć za okno, dać odpocząć głowie, zajmując dłonie gotowaniem czegoś pysznego... Czegoś takiego jak buraczkowe gnocchi.
Masełko pietruszkowe w tym daniu to inwencja Izki, która miała w dniu dzisiejszym anielską wręcz cierpliwość do mojego skupienia nad pracą (=wyłączenia z rzeczywistości). Merci ;)

SKŁADNIKI (na 3 porcje):
gnocchi:
  • 1 duży upieczony burak
  • 0,5 kg ziemniaków
  • 2 jajka
  • 150 g mąki pszennej + do podsypywania
  • sól (1/2 łyżeczki), pieprz
  • 1 łyżka oliwy z oliwek (do gotowania) 
pesto:
  • duża garść pestek słonecznika
  • garść pestek dyni
  • garść orzeszków piniowych
  • 2 ząbki czosnku
  • 30 g sera gruyere lub parmezanu
  • sok z połowy cytryny (+ 1 łyżeczka)
  • 7 łyżek oliwy z oliwek
  • sól, pieprz do smaku
masło:
  • 1/3 kostki miękkiego masła 82%
  • 2 łyżki posiekanej drobno natki pietruszki
  • 1 mały ząbek czosnku
  • sól, pieprz


PRZYGOTOWANIE:
Masło:
Masło wymieszać z natką, startym ząbkiem czosnku i doprawić do smaku szczyptą soli i pieprzu. Uformować rulonik i zawinąć w folię spożywczą, tworząc "cukierka", wstawić do zamrażarki na 20-30 min. Po wyjęciu kroić na plastry. 
Gnocchi:
Ziemniaki obrać i ugotować w osolonej wodzie, odcedzić i podusić tłuczkiem na gładkie puree. Buraczka upiekłam wcześniej (w łupinie, zawiniętego w folię aluminiową, 210 stopni - 1 godz. na kratce piekarnika - warto upiec jednocześnie kilka - do innego dania, o którym napiszę wkrótce). Zetrzeć na tarce i rozdrobnić blenderem na puree. Wymieszać ziemniaki z puree buraczanym, jajkami, doprawić dwiema szczyptami soli i świeżo zmielonym pieprzem. Dodać mąkę, wymieszać na gładką masę i wyłożyć na oprószony mąką blat. Wyrobić ciasto, które nie będzie kleiło się do rąk, podsypując mąką w razie potrzeby. Rozwałkować na 0,5-0,7 mm placek i kroić ostrym nożem na małe kwadraciki lub prostokąty. Można je od razu naciąć 3-krotnie ostrym nożykiem lub jak ja zrolować każdy w dłoniach i następnie nacinać. 
Gotować w lekko osolonym wrzątku z dodatkiem oliwy przez 1-1,5 min od wypłynięcia - najlepiej w tym celu użyć dużego, płaskiego garnka z 3 litrami wody. Aby gnocchi były bardziej czerwone można do wody dodać pokrojonego buraczka. Wyławiać łyżką cedzakową. Podawać wymieszane z pesto (można gnocchi wcześniej chwilę podsmażyć na patelni) lub z masełkiem pietruszkowo-czosnkowym.
Gnocchi dobrze komponują się także z listkami rukoli ;)
Pesto:
Na suchej patelni lekko uprażyć pestki słonecznika, dyni i orzeszki piniowe - mogą być lekko przyrumienione. Wsypać do miseczki, dodać trzy łyżki oliwy i rozdrobnić przy użyciu blendera. Zetrzeć parmezan i czosnek na drobnej tarce, dodać do masy z pestek i orzeszków, wraz z sokiem z cytryny i pozostałą oliwą. Przyprawić solą i pieprzem i jeszcze raz rozdrobnić blenderem. Pesto jest dosyć gęste - jeśli chcecie je wykorzystać do innego dania możecie dodać jeszcze łyżkę oliwy i 1-2 łyżki ciepłej wody (np. od gotowania makaronu), by było bardziej rzadkie. 







sobota, 18 lutego 2012

Na szybko - tortilla z kurczakiem miodowo-musztardowym, rukolą i jogurtowym sosem

Szybko, łatwo, pysznie, kolorowo, efektownie... Jeśli macie ochotę na coś w stylu "fast food" to lepiej zrobić go samemu. Kurczak w miodowo-musztardowej marynacie, rukola i lekki jogurtowy sos na pewno będą lepsze niż jedzenie z barów szybkiej obsługi. Same zalety :) Poza tym przed karnawałowymi tańcami trzeba się najeść! Smacznego!

SKŁADNIKI:
(4 porcje)
  • 4 pszenne lub razowe placki tortilla
  • 350-400 g filetu z piersi kurczaka
  • 1 łyżka płynnego miodu wielokwiatowego
  • 1 łyżka musztardy rosyjskiej lub dijon
  • sól
  • rukola
  • 2 duże pomidory
  • 1 cebula czerwona
  • mały kubeczek jogurtu naturalnego bez cukru
  • 1 łyżka majonezu
  • biały pieprz
  • olej rzepakowy do smażenia
PRZYGOTOWANIE:
Kurczaka pokroić w mniejsze, podłużne kawałki i oprószyć solą. W misce wymieszać musztardę z miodem, dodać kurczaka i wymieszać dokładnie. Fileciki smażyć na rozgrzanym oleju na złocisty kolor. Jogurt wymieszać z majonezem, doprawić do smaku szczyptą soli i pieprzu.
Na każdym placku tortilli rozsmarować łyżkę sosu, posypać każdy garścią listków rukoli, dodać cząstki kurczaka, kawałki pomidora, piórka cebuli. Ponownie polać sosem, złożyć (zagiąć spód a brzegi złożyć). Podgrzać przez chwilę z obu stron na mocno rozgrzanej, suchej powierzchni grilla elektrycznego lub patelni grillowej, do pojawienia się brązowych pasków.





czwartek, 16 lutego 2012

Pączki nadziane kremem Baileys

Kalorie mnożą się przez... pączkowanie (podobno), jak to wczoraj trafnie ujął nasz znajomy w tym rysunku: klik - fb ;) Czy pozwolić sobie na słodką rozpustę przez jeden dzień w roku? Pewnie - pod warunkiem, że przez weekend będziecie mieć możliwość by to wszystko spalić... całe szczęście okazji przy tej śnieżnej pogodzie jest mnóstwo. Niech po tłustym czwartku sanki / narty / łyżwy zostaną odkurzone! :)
Aż trudno się przyznać, ale nigdy wcześniej nie robiłam pączków. Były faworki, pyszne racuszki z ricotty, ale nie pączki. Początkowo marzyły mi się takie nadziane konfiturą różaną... ale butelka likeru Baileys, który od czasu do czasu wzbogaca smak popołudniowej kawy, zdecydowanie bardziej kusiła swoją zawartością. Przepis na pączki Wolfganga Süpke z nadzieniem na bazie likieru znalazłam na stronie domowe-wypieki.pl. Chciałam usmażyć mniejsze pączki - takie na 3-4 kęsy, więc zmniejszyłam ilość składników o połowę. Poza tym jako pączkowa debiutantka, chcąc mieć pewność, że wszystko się uda, trzymałam się przepisu.
Pączki wyszły lekko wilgotne i puszyste (chociaż nie tak jak tradycyjne), nadzieniu trudno się oprzeć (smak likieru jest cudownie dominujący), więc mimo tego, że pracy przy przygotowaniu jest sporo - efekt jest wart zachodu :)
Z podanej porcji wyszły 22 małe pączki (kuleczki surowego ciasta ważyły ok. 40 g).

SKŁADNIKI:
(inspiracja: domowe-wypieki.pl)
  • 0,5 kg mąki pszennej
  • 175 ml mleka
  • 40 g świeżych drożdży
  • 75 g miękkiego masła
  • 50 g cukru
  • 5 g soli
  • 4 żółtka z dużych jajek
  • 1 duże jajko
  • olej do smażenia (ok. 0,5 - 0,7 l - pączki muszą swobodnie pływać)
Krem:
  • 250 ml mleka
  • 2 łyżki cukru
  • 40 g budyniu waniliowego (bez cukru) 
  • 170 ml likieru Baileys
PRZYGOTOWANIE:
Lekko podgrzać mleko (ma być ciepłe - ok. 40 stopni C wystarczy). Połowę mąki (250 g) przesiać i zagnieść lekkie ciasto z mlekiem i drożdżami. Przykryć bawełnianą ściereczką i pozostawić na 45 minut do wyrośnięcia.
Po tym czasie dodać do ciasta pozostałe składniki i przez kilka minut intensywnie zagniatać, aż powstanie gładkie ciasto. Ponownie przykryć i odczekać 15 minut.  Zagnieść ponownie, zbierając ciasto od zewnątrz miski do środka - powtórzyć tę czynność jeszcze dwa razy w odstępach piętnastominutowych.
Lekko posypać blat mąką. Z wyrośniętego ciasta odrywać małe kawałki (po 40 g.), formować z nich kuleczki i układać w odstępach na blacie. Powinny wyrastać jeszcze przez 45 min.
Rozgrzać olej (lub smalec). Smażyć w dużym garnku na rozgrzanym tłuszczu po ok. 2 min. z każdej strony - aż uzyskają upragniony kolor*. Skorzystałam z rady autorów przepisu i zanurzałam lekko pączki, by podsmażyć lekko biały pasek - pączki dzięki temu nie miały prawa stracić kształtu :)
Po usmażeniu odkładać pączki na ręczniki papierowe, by ociekły z tłuszczu.

Przygotować nadzienie. Pół szklanki mleka wymieszać z cukrem i budyniem. Pozostałe mleko zagotować i dodać wymieszany z cukrem i mlekiem budyń. Na małym ogniu ugotować gęsty budyń, przez cały czas mieszając. Gdy nabierze gęstej konsystencji dodać likier i wymieszać, aż masa będzie gładka. Masę włożyć do szprycy cukierniczej z długą końcówką i wstrzykiwać nadzienie do pączków :)

Na koniec (gdy pączki będą jeszcze lekko ciepłe) posypać cukrem pudrem lub polać roztopioną, mleczną czekoladą (wymieszaną z odrobiną mleka) i posypać kolorową posypką :)
Voilà!

* Nie lubię jak pączki są blade, więc smażyłam je tak, by były bardziej rumiane - wystarczy jednak minuta / pół minuty skrócić proces smażenia, by były jaśniejsze - przy dobrze rozgrzanym oleju smażenie jest błyskawiczne, a pączki nie chłoną tłuszczu.



































Oczywiście jeść ;)

środa, 15 lutego 2012

Tołpyga zapiekana z pikantnymi grzankami i winną cebulką, podana na jarzynach

Tej ryby jeszcze u nas na blogu nie było, choć obie pamiętamy ją z czasów dzieciństwa - bywała łowiona przez znajomych taty, więc co jakiś czas trafiała na nasz stół. Teraz miło było ją przywitać po długim czasie nieobecności :) Tołpyga należy do rodziny karpiowatych, jednak jej mięso jest delikatniejsze.
Zamarynowałam ją z oliwą, cytryną, czosnkiem i pieprzem, a później upiekłam z cebulką i czerstwą bułką. To dobry sposób, by ryba była aromatyczna i smaczna :) Do tego trochę jarzyn i pyszny obiad gotowy!


SKŁADNIKI (dla 4 osób):
  • 600 g filetów z tołpygi (4 kawałki, ze skórą lub bez)
  • 1 cytryna
  • pieprz grubo mielony lub młotkowany
  • 2 ząbki czosnku
  • oliwa z oliwek
  • sól
na wierzch:
  • 1 łyżka masła
  • 1 duża biała cebula
  • 1 czerstwa kajzerka lub 4 kromki pieczywa tostowego
  • 50 ml białego wytrawnego wina
  • 1/2 małej ostrej papryczki
  • 2 łyżki posiekanej natki pietruszki
  • szczypta soli i cukru
groszek z marchewką:
  • 3 marchewki
  • 1 puszka groszku konserwowego
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1 łyżeczka masła
  • 50 ml śmietanki 30%
PRZYGOTOWANIE:
Filety skropić sokiem z 1/2 cytryny, natrzeć pieprzem, obłożyć cienkimi plaserkami czosnku, plasterkami z 1/2 cytryny. Nie solić ! Skropić 2 łyżkami oliwy, przykryć folią i wstawić do lodówki na kilka godzin lub na całą noc.
Cebulę zeszklić na maśle, podlać winem, zwiększyć ogień i odparować. Doprawić solą i cukrem, dodać drobno posiekaną chili (bez pestek) i wymieszać. Bułkę pokroić w drobną kostkę, podpiec na blasze piekarnika 5-6 minut w temp. 180 stopni po czym wymieszać z cebulą na patelni.
Naczynie żaroodporne wysmarować oliwą. Z ryb ściągnąć plastry cytryny. W naczyniu umieścić ryby skórą do dołu, przykryć folią aluminiową i piec 15 miut w dobrze rozgrzanym do 180 stopni piekarniku (z termoobiegiem), na środkowej kratce. Wyciągnąć naczynie, temperaturę zwiększyć do 210 stopni, na opcje broil (zapiekanie z góry), na ryby nałożyć mieszankę grzanek z cebulką, by utworzyła się skorupka. Zapiec jeszcze 5 minut w wyższej temperaturze. Rybę posypać świeżą natką, podawać na groszku z marchewką, z dodatkiem puree ziemniaczanego i cząstek cytryny.

Groszek z marchewką:
Marchew obrać, pokroić w drobną kostkę. W rondelku zagotować wodę (na ok. 3 cm), dodać 2 szczypty soli i łyżeczkę cukru, wrzucić marchewkę. Gotować 10-12 minut. Dodać odcedzony z zalewy groszek i wlać śmietankę. Wymieszać i podgrzać jeszcze przez 5 minut. Jarzynkę najlepiej zacząć gotować w momencie wstawiania ryby do pieca. Marchewkę można pokroić wcześniej, np. gdy na patelni dusi się cebula.
* Jako dodatek proponuję ziemniaki puree: 700-800 g obranych, ugotowanych ziemniaków utłuc na puree z dodatkiem łyżeczki masła i 50 ml śmietanki 30%. Doprawić solą i pieprzem. Podawać w formie kulek.
* Na zdj. widoczne jeszcze zapieczone pomidorki koktajlowe (10 min, temp 180 stopni)

Alchemia i Amory w kuchni - dzień drugi



Warsztaty Alchemia i Amory w kuchni miały swoją smakowitą kontynuację w niedzielę (tutaj relacja z dnia pierwszego). Dla uczestników nie był już to bardzo intensywny dzień, bo część działań wyszła z kuchni, by trafić do młodszych odbiorców. Było kremowo i słodko. Zaczęło się od płynnej czekolady, pralinek z czekoladowym nadzieniem i apetycznej, czekoladowej fontanny...


































Później odkrywaliśmy tajniki gotowania sous vide na przykładzie kurczaka i białej kiełbasy. Zafascynowani ciekłym azotem ze szczególną uwagą zamaczaliśmy w nim wszystko co było pod ręką (kremy, listki bazylii i mięty itd.). Uroki kuchni molekularnej przybliżał oczywiście przesympatyczny Jean Bos.
Mięsa gotowanego w hermetycznym woreczku w stałej temp. 62 stopni nie można rozgotować, pozostaje soczyste i nie oddaje niczego ze swojego smaku do wywaru... gotowanie metodą sous vide to ciekawy proces, który warto będzie jeszcze potestować (choć niestety wymaga specjalistycznego sprzętu, bo w domowych warunkach trudno przez długi czas gotować w niezmiennej temperaturze).



Kilka eksperymentów skutecznie zajęło naszą uwagę, ale trzeba było ugotować coś na obiad ;) Jean od rana przyrządzał ponownie królika po belgijsku, nam przydzielił dwukolorowy krem z dynii i brokułów - do samodzielnego przygotowania. Krem brokułowy miał być przyprawiony gałką muszkatołową, a krem dyniowy - szczyptą chilli. Razem stworzyły niezły duet na talerzu, choć poszczególne smaki miały swoich zwolenników i przeciwników ;)


































Jednocześnie w piekarniku piekł się wiślany szczupak z awokado, koprem włoskim i cebulką autorstwa Zbyszka Kmiecia, gotowała się zupa, do której bazę stanowił podsmażony boczek z cebulą, fenkułem, peperoncino i masłem oraz piekła się karkówka w całości, przyprawiona jedynie solą, pieprzem i ziołami.



Oto jeszcze gorące (wszak zaparowane;)) efekty tych działań: karkówka, królik oraz ziemniaki posypane podsmażonym na oliwie, przyprawionym solą i pieprzem awokado - niecodziennym akcentem w codziennym dodatku do obiadu.


































Nie zabrakło deseru... puszysty kokosowy krem, posypany suszonymi bratkami, pokropiony czekoladowym lub gruszkowym balsamico (którego nie ma w moim kieliszku - za szybko postanowiłam sfotografować ten piękny obiekt;)), przybrany plasterkiem truskawki i listkami mięty był delikatnym zwieńczeniem sytego posiłku...


































Na zakończenie warsztatów, już po krótkiej sjeście smażyliśmy we fryturze krewetki w puszystym cieście z piwem... schodziły na bieżąco, więc nawet nie zdążyłam im zrobić zdjęcia w stanie ostatecznym. Niezła przekąska - zniknęła w mgnieniu oka ;)


Warsztaty w Chełmnie - mieście zakochanych były niesamowicie inspirujące... Bardziej niż w zeszłym roku alchemiczne (to zasługa Jeana) i kształcące (dzięki opowieściom Zbyszka i pana Hieronima). Mam przeczucie, że w przyszłym roku będzie równie, jeśli nie bardziej, magicznie ;)

Ps1.: Zapraszam na Fb Festiwalu Smaku w Grucznie - tam informacje o wszystkich działaniach festiwalowych i pozafestiwalowych :)

Ps2.: Serce od Heleny (jej fotograficzna koncepcja, ja tylko nadusiłam przycisk w odpowiednim momencie;))